Stwierdzenie "Wzrost liczby turystów niekoniecznie musi oznaczać wzrost dochodów" jest trafne, ponieważ dochody z turystyki są funkcją nie tylko liczby osób, ale też średnich wydatków i zachowań konsumpcyjnych turystów. W praktyce region może notować większy ruch, a jednocześnie brak proporcjonalnego wzrostu wpływów, gdy spada wartość wydatków przypadających na jedną osobę.
Typowe mechanizmy to m.in.:
- krótszy pobyt (np. więcej wizyt weekendowych zamiast dłuższych urlopów),
- zmiana struktury ruchu na turystów jednodniowych, którzy rzadziej korzystają z noclegów i gastronomii,
- silniejsze promocje i konkurencja cenowa, przez co średni wydatek spada,
- sezonowość: wzrost liczby turystów w okresach "tańszych" może zwiększać frekwencję bez analogicznego wzrostu przychodów,
- przesunięcie wydatków poza lokalny rynek (np. rezerwacje przez platformy, zakupy przed przyjazdem), co ogranicza lokalną "monetyzację" ruchu.
Odpowiedź "Turystyka jest sektorem niskomarżowym" może być czasem prawdziwą ogólną opinią o części usług, ale nie wyjaśnia automatycznie rozbieżności między ruchem a dochodem w danym regionie i nie jest uniwersalną przyczyną. Z kolei "Turystyka jest sektorem wysokomarżowym""Wszystkie powyższe" jest problematyczna, bo sugeruje, że wszystkie pozostałe tezy jednocześnie stanowią poprawne wyjaśnienie, co w tym zestawie nie musi zachodzić.
Na egzaminie warto myśleć schematem: dochód = liczba turystów × średni wydatek (× długość pobytu). Gdy rośnie tylko pierwszy czynnik, a pozostałe spadają lub stoją w miejscu, dochody nie rosną proporcjonalnie.