Metoda uprzywilejowanego spojrzenia (preferencyjnego patrzenia) wykorzystuje fakt, że niemowlę lub małe dziecko zwykle woli patrzeć na bodziec bardziej kontrastowy, "ciekawszy" albo zawierający drobniejszą strukturę (np. pasy o określonej częstości przestrzennej) niż na pole jednorodne.
W praktyce badający prezentuje bodźce o różnej "trudności" widzenia i obserwuje, czy dziecko konsekwentnie kieruje spojrzenie na bodziec wymagający lepszej zdolności rozdzielczej. Jeśli dziecko potrafi wykryć i preferować bodziec o drobniejszej strukturze, wnioskuje się, że jego układ wzrokowy osiąga odpowiedni poziom rozdzielczości. Taka procedura służy więc przede wszystkim do oceny ostrości wzroku (w sensie funkcjonalnym, możliwym do oszacowania behawioralnie u osób niewspółpracujących).
Odpowiedź "reakcji źrenic na światło" jest nieadekwatna, bo odruch źreniczny ocenia się przez oświetlenie oka i obserwację zwężenia źrenicy; to inny mechanizm i inna procedura, niezależna od preferencji patrzenia. Odpowiedź "widzenia obuocznego" jest błędna, ponieważ obuoczność bada się testami fuzji, supresji i stereopsji, a nie poprzez wybór bodźca przez spojrzenie. Odpowiedź "korespondencji siatkówkowej" także nie pasuje: korespondencję ocenia się metodami przeznaczonymi do analizy relacji siatkówkowych w zezie i warunkach obuocznych, a nie poprzez samą preferencję bodźca.
Na egzaminie warto zapamiętać prostą regułę: jeśli metoda bazuje na tym, na co dziecko patrzy (zachowanie wzrokowe), to najczęściej jest to narzędzie do szacowania ostrości lub różnic w jakości widzenia między oczami, a nie do oceny odruchów źrenicznych czy złożonych funkcji obuocznych.